John już od dawna nie przychodził na Baker Street. Sherlock dopiero teraz zrozumiał, jak silna była przyjaźń po między nimi, jak bardzo potrzebował Watsona.
Było około południa. Sherlock leżał na kanapie. Ktoś, kto go nie znał, na pewno pomyślałby, że mężczyzna śpi. Nic bardziej mylnego. Detektyw znajdował się w swoim pałacu myśli. Rozmyślał o przeróżnych rzeczach. Starał się zapomnieć o tej doskwierającej tęsknocie za przyjacielem... a może John był kimś więcej? Nie. Na pewno nie! Nie odczuwasz uczuć, szczególnie TAKICH uczuć! Weź się w garść.-mówił w myślach detektyw
Nagle weszła do pomieszczenia Pani Hudson. Wreszcie ktoś tu jest!
-Sherlocku, rozmawiałam z twoim bratem. Powinieneś mieć jakiegoś lokatora, skarbie.- kobieta przysiadła na fotelu.
-Niby czemu?- zapytał arogancko Sherlock
-Zżera cię samotność.
-Skąd ten wniosek? Nie potrzebuję innych ludzi. Ludzie, to idioci!
-Tak, czy siak, zamieściłam ogłoszenie w gazecie.
-CO?!
-To co słyszałeś. A teraz idę na zakupy.
Jak ona mogła to zrobić, jeszcze w zmowie z tą spasioną, tłustą świnią, którą zwykłem nazywać swoim bratem?! Nie potrzebuję niczyjego towarzystwa... może za wyjątkiem Johna...
Po kilku minutach detektyw wziął się w garść, wstał i wyszedł do kostnicy po potrzebne mu do eksperymentu zwłoki. Gdy mężczyzna dotarł do celu i zobaczył Molly, jego serce zaczęło bić mocniej. Co ze mną jest?-Witaj Sherlocku, czego ci potrzeba?
Po kilku minutach detektyw wziął się w garść, wstał i wyszedł do kostnicy po potrzebne mu do eksperymentu zwłoki. Gdy mężczyzna dotarł do celu i zobaczył Molly, jego serce zaczęło bić mocniej. Co ze mną jest?-Witaj Sherlocku, czego ci potrzeba?
-Głowę, parę oczu i lewą stopę
-Ok.
-Widzę, że z nim zerwałaś.
-Ach, tak... kretyn mnie zdradzał... sama nie wiem, czemu ci to mówię- Holmes uśmiechnął się czule, ale nic nie odpowiedział. Molly lekko się zarumieniła. Nastało krępujące milczenie
-To może już pójdę po te oczy...- wyszła. Sherlock jeszcze chwilę tam stał, ale później poszedł za nią.
-Proszę- Hooper podała mu jego zamówienie
-Dziękuję ci.- socjopata nawet nie wiedział, czemu jest taki... ludzki w stosunku do dziewczyny... do tej pięknej, ciemnookiej dziewczyny. Nagle zdał sobie sprawę, że się na nią gapi. Szybko przymknął usta. Widział rozbawienie na jej twarzy.
-Muszę już lecieć. - powiedział. Chciał zatuszować niezręczność i zawstydzenie... - Żegnaj.
-Pa
~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało. To mój pierwszy miłosny blog, więc proszę o wyrozumiałość. ;)
Swoje wrażenia, spostrzeżenia, propozycje dotyczące akcji i moje ewentualne błędy (jeszcze się uczę), bardzo proszę, umieszczajcie w komentarzach- chętnie poczytam. W końcu to dla was... :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz