piątek, 6 listopada 2015

Sherlolly/Mollylock Rozdział II

 Sherlock szybko zapomniał o sytuacji zaistniałej wczorajszego dnia... To jej spojrzenie, te piękne ciemne oczy... Detektyw zapomniał o tym wszystkim, gdy tylko usiadł do eksperymentu. Jego umysł był skoncentrowany na zwłokach. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Holmes miał nadzieję, że to nie jego nowy współlokator. Pani Hudson i Mycroft nie rozumieli podstawowego faktu- Sherlock nie jest samotny, raczej wściekły na siebie, że skoczył z tego cholernego dachu i nie wracał przez całe dwa lata, że przez niego John zakochał się w Mary, że para się pobrała, a teraz urodziło się dziecko, przez co Watson wcale już nie odwiedzał Holmesa. To wszystko przez ten skok!
 Gdy Sherlock tak sobie rozmyślał, do pomieszczenia weszła jakaś młoda kobieta, razem z panią Hudson. Tylko nie to!
-Witam, to pewnie z panem mam mieszkać. Jestem Lilianna Tenna, ale możesz nazywać mnie Lill- uśmiechnięta dziewczyna podała mu rękę na powitanie
-Sherlock Holmes.- mruknął tylko, nie odwracając wzroku od eksperymentu. Ton jego głosu bynajmniej nie wskazywał na chęć ucinania pogawędki.
-Ładnie tu- zauważyła. Sherlock nie odpowiadał- widzę, że jesteś małomówny...- Sherlock spojrzał na nią z ukosa, badawczym spojrzeniem.
-Powinniśmy się lepiej poznać, skoro mamy razem mieszkać
-Jesteś artystką ze Szkocji, lubisz książki fantasy,  uwielbiasz pokazywać światu swoje zainteresowania. Nie wstydzisz się być fanką. Nie masz rodziny, ani przyjaciół, niedawno zerwałaś zaręczyny...
-Stop!-przerwała- Skąd to wszystko wiesz?
-Dedukcja. Jesteś artystką; na twoich palcach widać ślad grafitu, masz duże poczucie estetyki. To, że pochodzisz ze Szkocji odgadłem po akcencie. Lubisz fantasy... świadczą o tym: koszulka z postaciami z "Hobbita", skąd wiem, że są z "Hobbita"?, zapytasz, otóż znam go na wylot, również tatuaż na twoim lewym nadgarstku, oraz fryzura pokazują, jak bardzo lubisz średniowiecze, elfy i te sprawy. Nie bałaś się wytatuować tego, co kochasz, wniosek: nie wstydzisz się być prawdziwą fanką. To, że nie masz rodziny, ani przyjaciół jest raczej oczywiste.
-Jeżeli tak na to spojrzeć, to nie dokonałeś niczego nadzwyczajnego.
-Wiem, nie powinienem zdradzać ludziom swoich "sztuczek".
-Nie powinieneś się popisywać.
-Taki już jestem. A teraz wybacz, idę się przewietrzyć.
-Jasne. - Założył płaszcz i wyszedł. Niezbyt polubił Liliannę. Była taka... przeciętna. Miał nadzieję, że dziewczyna nie zacznie grzebać w jego rzeczach, podczas tego krótkiego spaceru. Bezwiednie udał się do parku. Jesienią było tam na prawdę przyjemnie.
 Detektyw westchnął. Jego myśli powędrowały ku Molly. Ciekawe, co teraz robi... Sherlock usłyszał czyjś głos:
-Sherlock!- Molly podbiegła do Holmesa. - Zostawiłeś w kostnicy telefon.- podała mu przedmiot.
-Dziękuję. Tak przy okazji: masz może czas dziś wieczorem?
-Tak.- dziewczyna miała nadzieję, że mężczyzna zaprosi ją na randkę.
-Chciałem zapytać, czy może masz ochotę pomóc mi przy jednej ze spraw kryminalnych? Może być trochę niebezpiecznie, ale miło spędzilibyśmy czas.
-Jasne, czemu nie?
-Powtarzam, może być trochę niebezpiecznie.
-Dla mnie ważne jest to, że spędzimy razem trochę czasu.
-Ok. Dzięki.
-Nadal tęsknisz za Johnem?
-Cieszę się, że jest szczęśliwy razem z Mary i dzieckiem.
-Jak tam nowy lokator?
-Szkoda mówić. Nie polubiłem jej...
-Jej? Wprowadziła się do ciebie jakaś kobieta?
-Niestety... chyba nie jesteś zazdrosna?
-Ja? Czemu miałabym być zazdrosna?
-Wyczytałem z twojego wyrazu twarzy.
-Musiało ci się wydawać. To w końcu twoje życie.
-Może usiądziemy- Sherlock wskazał na ławkę nieopodal.
-Ok. - usiedli - Opowiadaj. Jaka jest twoja nowa współlokatorka?
-No, wiesz... wydaje mi się podejrzana. Chce, żebym w niej widział fankę Tolkiena, miłośniczkę elfów i artystkę, ale te jej "tatuaże" na pewno nie były prawdziwe,  koszulka z "Hobbita" jest nowa, wniosek: właścicielka dbałaby o nią. Nie robi tego. Grafit na palcach został specjalnie umieszczony, ołówkiem 8B, znam się na tym, a co najważniejsze, jej akcent, mimo, że brzmi bardzo...szkocko, da się usłyszeć lekką trudność w wypowiadaniu niektórych szkocko-brzmiących słów. Ona na pewno coś ukrywa. Muszę się tylko dowiedzieć, co takiego.
-Mówisz to tylko, żebym nie była zazdrosna.- gdy Molly to powiedziała, wzrok detektywa, wcześniej utkwiony w park, spoczął na jej obliczu.- Wiem, ona ci się podoba.
-Wcale nie! W życiu poznałem tylko jedną osobę, którą mogłem obdarzyć uczuciem, którą szczerze kocham, tą osobą je...-nagle urwał w połowie wyrazu,  zdał sobie bowiem sprawę, że mówi to na głos. Przecież Molly najprawdopodobniej go nie kocha- jest Rudobrody.
-CO?- Molly myślała, że rozmówcy chodziło o nią samą... no, cóż, chyba faktycznie Sherlock nie odwzajemnia jej skrywanej miłości- Kim On jest?
- Psem. W dzieciństwie miałem psa, którego nazwałem Rudobrody.
-Pies.- szepnęła bardzo cicho. Wtedy Holmes zrozumiał swój błąd. Musiał jak najszybciej to naprawić, ale, gdyby teraz wrócił na Baker street, albo poszedł do jakiegokolwiek sklepu, pogorszyłby sytuację.
-Wiesz, co? Ja już może pójdę. Jest strasznie zimno.
-Dobrze, tylko pamiętaj, dziś wieczorem mi pomagasz.
-Jasne. przyjdź po mnie o 19.- w głosie dziewczyny słychać było smutek, zawiedzenie i żal, spowodowane tym, że Sherlock woli, martwego już psa, od niej.
-Ok. Pa- mężczyzna wstał w tym samym momencie, co Molly, która prawie od razu pobiegła w stronę własnego domu, skrywając łzy cisnące się jej do oczu.
-Dzięki za telefon- krzyknął tylko, zaraz przed tym, jak dziewczyna znikła mu z oczu.









poniedziałek, 2 listopada 2015

Sherlolly/ Mollylock Rozdział I

John już od dawna nie przychodził na Baker Street. Sherlock dopiero teraz zrozumiał, jak silna była przyjaźń po między nimi, jak bardzo potrzebował Watsona.
 Było około południa. Sherlock leżał na kanapie. Ktoś, kto go nie znał, na pewno pomyślałby, że mężczyzna śpi. Nic bardziej mylnego. Detektyw znajdował się w swoim pałacu myśli. Rozmyślał o przeróżnych rzeczach. Starał się zapomnieć o tej doskwierającej tęsknocie za przyjacielem... a może John był kimś więcej? Nie. Na pewno nie! Nie odczuwasz uczuć, szczególnie TAKICH uczuć! Weź się w garść.-mówił w myślach detektyw
 Nagle weszła do pomieszczenia Pani Hudson. Wreszcie ktoś tu jest!
-Sherlocku, rozmawiałam z twoim bratem. Powinieneś mieć jakiegoś lokatora, skarbie.- kobieta przysiadła na fotelu.
-Niby czemu?- zapytał arogancko Sherlock
-Zżera cię samotność.
-Skąd ten wniosek? Nie potrzebuję innych ludzi. Ludzie, to idioci!
-Tak, czy siak, zamieściłam ogłoszenie w gazecie.
-CO?!
-To co słyszałeś. A teraz idę na zakupy.
 Jak ona mogła to zrobić, jeszcze w zmowie z tą spasioną, tłustą świnią, którą zwykłem nazywać swoim bratem?! Nie potrzebuję niczyjego towarzystwa... może za wyjątkiem Johna...
 
Po kilku minutach detektyw wziął się w garść, wstał i wyszedł do kostnicy po potrzebne mu do eksperymentu zwłoki. Gdy mężczyzna dotarł do celu i zobaczył Molly, jego serce zaczęło bić mocniej. Co ze mną jest?-Witaj Sherlocku, czego ci potrzeba?
-Głowę, parę oczu i lewą stopę
-Ok.
-Widzę, że z nim zerwałaś.
-Ach, tak... kretyn mnie zdradzał... sama nie wiem, czemu ci to mówię- Holmes uśmiechnął się czule, ale nic nie odpowiedział. Molly lekko się zarumieniła. Nastało krępujące milczenie
-To może już pójdę po te oczy...- wyszła. Sherlock jeszcze chwilę tam stał, ale później poszedł za nią.
-Proszę- Hooper podała mu jego zamówienie
-Dziękuję ci.- socjopata nawet nie wiedział, czemu jest taki... ludzki w stosunku do dziewczyny... do tej pięknej, ciemnookiej dziewczyny. Nagle zdał sobie sprawę, że się na nią gapi. Szybko przymknął usta. Widział rozbawienie na jej twarzy.
-Muszę już lecieć. - powiedział. Chciał zatuszować niezręczność i zawstydzenie... - Żegnaj.
-Pa
~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało. To mój pierwszy miłosny blog, więc proszę o wyrozumiałość. ;)
Swoje wrażenia, spostrzeżenia, propozycje dotyczące akcji i moje ewentualne błędy (jeszcze się uczę), bardzo proszę, umieszczajcie w komentarzach- chętnie poczytam. W końcu to dla was... :)